wtorek, 15 maja 2018

Dlaczego zostałam prawnikiem?

Dlaczego zostałam prawnikiem?Wydaje mi się, że jestem znana z tego, że nieustannie marudzę, w tym w szczególności na to kim jestem z zawodu. Być może niektórzy więc zadają sobie pytanie: "dlaczego ona została prawnikiem?". Również zadaję sobie to pytanie, bo mnie ta kwestia nurtuje równie mocno. Przecież tu chodzi o moje życie, a w ciągu życia najwięcej się pracuje i śpi, reszta to kwestie poboczne 😉 . Żartuję sobie trochę, niemniej jednak decyzja o wyborze kierunku kształcenia oraz zawodu uchodzi w świadomości społecznej za jedną z najważniejszych w życiu. Czy tak jest? Dziś tego nie będę roztrząsać, dziś spróbuję opowiedzieć jak to się stało, że zostałam prawnikiem.


Jak byłam mała, to chciałam być...

... gospodynią domową! 😂 To też tak trochę żartem, a to dlatego, że niesamowicie pięknie bawiło mi się w "dom", kleiło te mielone z błota, robiło herbatki z piasku, urządzało mieszkanka z chaszczy i cegłówek... I nie śmieję się z gospodyń domowych, w żadnym wypadku! Bo ja wciąż chcę nią zostać 😉.

Natomiast zdania typu: "Kasieńka jak była mała chciała być piosenkarką", odnoszą się bezpośrednio do jakiegoś wyuczonego zawodu (chociaż, jak się dziś okazuje, piosenkarką każdy być może 😉). Lepszy przykład - mój syn całe życie, od maleńkości, chciał być lekarzem. Czy Żanetka, całe życie, od maleńkości, chciała być prawnikiem?

A gdzieżby tam! To do pewnego momentu, nie tylko dla mnie, ale dla całego mojego otoczenia były mrzonki o charakterze science fiction, nie żartuję.

Żanetka jak była mała nie wiedziała kim chce być. Jak ktoś się jej zapytał we wczesnym dziecięctwie kim chce być, mówiła, że archeologiem, bo się z rodzicami filmów przygodowych naoglądała i wydawało jej się, że praca archeologa to nieustanne pasmo przygód 😁.

Potem chciała być aktorką, nauczycielką, germanistką (???😱), pisarką, kierowcą hulajnogi, w pewnym momencie zakonnicą ("a masz ty już jakiego chłopaka? nie, będę zakonnicą" 😉), wszystkim i niczym znaczy się. Miliony myśli na minutę, żadnej naprawdę konkretnej.

Wszystkie szkoły wybierałam, a właściwie wybrałam tylko liceum i studia, bo podstawówkę i gimnazjum po prostu skończyłam w swoim obwodzie, kierując się jedną, jedyną, najjedyniejszą zasadą: "matematyka? FIZYKA??? A KYSZ!"

Szkoły

Skoro jesteśmy już przy temacie szkół, to moim problemem było to, że miałam dobre stopnie ze wszystkiego, co nie ułatwiało mi rozeznania, co mi się podoba, co lubię. Więcej, przez bardzo, bardzo długi czas nie wiedziałam co mi się podoba. Raz był to niemiecki, raz polski, raz biologia, raz chemia, nigdy matematyka 😅.

Idąc tym tropem, w liceum własną i nieprzymuszoną (chyba, tak mi się wydaje) decyzją znalazłam się w klasie humanistycznej z rozszerzonym językiem polskim, historią i wosem. I dalej nie wiedziałam co mi się podoba, a każdego roku coraz dotkliwiej czułam jak bardzo beznadziejnie jest być tzw. humanistą, a raczej nie lubić matematyki. Ludzie, nie widziałam żadnych perspektyw przed sobą.

czy warto studiować prawo?Nauczycielka - bez sensu, zawód z mocnymi zawirowaniami, niże, nie niże, likwidacje szkół, nie wiadomo co jeszcze - no, nie. Tłumaczka - może i znałam nieźle niemiecki w liceum, ale bez przesady. Pisarka - pfff. Artystka - w graniu na nerwach chyba. Nic, tylko życie pod mostem. Taki był mój główny wniosek.

Przedmioty do zdawania na maturze wybrałam kluczem "z dala od matematyki", choć i tak matematyka mnie nie ominęła - byliśmy pierwszym rocznikiem, kiedy to na maturalne salony powróciła Królowa Nauk. Wybierając, nie wiedziałam na jakie studia chcę iść. W ciemno zdawałam rozszerzenie z historii i wosu.

Szkoły nie pomagają młodemu człowiekowi w wyborze dalszego kierunku kształcenia. W polskich szkołach liczą się statystyki i wyniki. Zdawalność egzaminów i matur, średnie krajowe, wojewódzkie, gminne, papierologia, sucha teoria, patrz jak Wojtuś się ładnie nauczył. No i kij mi z tego, że Wojtuś ładnie się nauczył pierwiastkowania, bo jak powszechnie wiadomo pierwiastkujemy codziennie, codziennie rozmnażamy ameby, codziennie toczymy dyskusje o wojnie secesyjnej w Ameryce, codziennie przepuszczamy wiązki światła przez pryzmat, a jak wyjeżdżamy na wakacje, to miejsce pobytu wyznaczamy po długościach i szerokościach geograficznych. Wybaczcie mi, ale mam dużo żalu i niechęci do polskiego szkolnictwa. Bo to wszystko o czym piszę, może dałoby się przeżyć, gdyby nie inny, bardziej prozaiczny przywar polskich szkół - Wojtuś jest synem wójta, więc dostanie 6 z koroną. I nie o oceny tu chodzi. W szkole są równi i równiejsi. Tacy, którym się wytłumaczy i tacy, którym się powie "czemuś się gamoniu nie nauczył".

Szkoła nie jest po to, żeby przygotować latorośle polskiego społeczeństwa do pracy zgodnej z zainteresowaniami oraz umiejętnościami i życia w tym społeczeństwie. Szkoła jest, by zrealizować program i mocniej zakorzenić w polskiej świadomości wszystkie nasze szlacheckie wady. Szlachta nie pracuje, szlachta się prześlizguje.

Wróćmy jednak do tematu, bo płynę elaboratem żalu o polskim szkolnictwie. Chciałam napisać jedno zdanie tak naprawdę, że szkoła nie pomaga odnaleźć młodemu człowiekowi ścieżki życia, ale miałam taką nauczycielkę historii, która jak mantrę powtarzała, że dla takich ludzi jak my (czyt. humanistów), to chyba najbardziej opłaca się iść na prawo. Powtarzała to tak całe trzy lata, że aż uwierzyłam. Jednak nie od razu moje kroki skierowały się na wydział prawa.

Matura, matura i po maturze. Wybór studiów.

Zdałam maturę całkiem nieźle, najlepiej rozszerzoną historię, która chyba mnie ratowała w rekrutacjach.

maematyka na maturzeZłożyłam na początku papiery na dwa kierunki - administrację i filologię polską. W domu mówiłam, że ze swoimi wynikami na prawo się nie dostanę, ponadto wierzyłam trochę w mnóstwo krążących mitów. Startowałam na studia dzienne uchodzące za bardziej prestiżowe, no i tańsze. Nie pracowałam i nie miałam perspektyw na pracę, więc mowy nie było o studiach zaocznych. Przystąpiłam do rekrutacji na prawo za sprawą mojej mamy (moja mama chciała być prawnikiem, ale w tamtych czasach, to nie było takie proste jak teraz, czasy inne były i z tej wsi naprawdę trudno było się wyrwać), która powiedziała, że jak już z jej kasy lecą te wszystkie wpisowe, to i jeszcze jedno mi da i "składaj papiery".

W pierwszej turze dostałam się na administrację i filologię. Na prawie byłam na liście rezerwowych, więc przyjęłam porażkę, papiery złożyłam na administrację. Chodziłam i gadałam: "a nie mówiłam" i NIE SPRAWDZAŁAM WYNIKÓW II TURY REKRUTACJI. Gdyby znajomy z liceum nie napisał do mnie, żebym sprawdziła w systemie, czy przypadkiem nie jestem przyjęta na prawo w II turze, bo ma informacje, że ludzie z podobną pozycją na liście do mojej się dostali, to nie wiedziałabym o tym i pewnie dziś nie pisałabym tego bloga 😂😂😂.

A więc dostałam się. Przeniosłam papiery z administracji na prawo i jesienią 2011 r. byłam studentką I roku prawa.

Jestem prawnikiem - dlaczego?

Z powyżej przedstawionej historii wciąż nie wynika dlaczego zostałam prawnikiem, przynajmniej ja nie widzę tam jakiegoś jednego, jasnego wyjaśnienia obranego przeze mnie kierunku 😉.

Kiedyś pisałam, że jak już zaczęłam studia to wszystko działo się machinalnie. Sesje, egzaminy, obrona, praca, egzamin na aplikację, aplikacja. To wszystko się działo, a ja wciąż zastanawiam się dlaczego? Pisałam też, że czuję, że dużo rzeczy wydarzyło się jakby poza mną i dlatego, że inni wymagają ode mnie takiego, a nie innego zachowania. Czy to jest jednak jedyny powód? Ten, który pchnął mnie w progi wydziału prawa?

Jest pewna prawda, o której kiedyś nieśmiało wspominałam, przez większą część życia odczuwałam i obserwowałam wszędobylską niesprawiedliwość, układy, znajomości, fałszywe przyjaźnie. Sama ich doświadczyłam i doświadczam. Nie macie pojęcia ile jest osób, które zwyczajnie nawet nie wpadną na kawę, ot tak, po prostu, a jeszcze naopowiadają za Twoimi plecami cudów-niewidów, ale gdy mają potrzebę wszyscy wiedzą, gdzie pisać, dzwonić i przyjeżdżać. Obserwowałam łamanie różnych praw, czy to przy sprzedażach, czy w stosunku usługodawców do ich klientów, czy nawet w durnowatych, wiejskich wyborach. I wiele, wiele innych. Nie godziłam się z tym i w pewnym momencie wydawało mi się, że prawo rozwiąże te problemy. Myślałam, że jak zostanę prawnikiem, to ja wszystkim pokażę, że zbawię świat. Że prawo zbawi mnie.

Myślę, że te powyższe okoliczności stanowią fundament mojej decyzji. Mogę kopać, szarpać się i wierzgać nóżkami mówiąc, że to los, zbieg zdarzeń, oczekiwania innych. Po części być może, bo uległam presji związanej z aplikacją, nie wytrzymałam naporu dobrych rad, przestraszyłam się braku pracy, bo dzwoniono do mnie, chodziłam na rozmowy, ale później nic z tego nie wychodziło.

Jednak czysta decyzja o kierunku studiów była wynikiem mojego poczucia wszechobecnej niesprawiedliwości.
co studiować? jak wybrać kierunek studiów

Czy żałuję, że jestem prawnikiem? Nie, nie żałuję, ale dziś wyraźnie czuję, że to nie jest do końca to, czego chcę. Sama pisałam, że z mojego punktu widzenia warto było studiować prawo, bo dało mi to nie tylko wiedzę, ale pewną ogładę w świecie (jak wynika ze statystyk, często czytacie jeden z moich pierwszych postów o tym, czy warto studiować prawo 😉). Kiedyś w odniesieniu do aplikacji pisałam, że żyłam na fali zachwytu długo dobijającej do brzegu, a gdy do niego dotarłam to się z nim boleśnie zderzyłam. Tak jest. Próbuję wygoić siniaki po zderzeniu z prozą prawniczego życia 😉. Czas pokaże co z tego wyjdzie. Mam tylko jedno życzenie - mam nadzieję, że wyjdzie z tego DOBRO, nie tylko dla mnie 😇.

Uściski 😗

Fotografie: jestrudo.pl

3 komentarze:

  1. Czytając ten post, aż uśmiechnęłam się do siebie i wirtualnie przesyłam Ci porozumiewawczy uśmiech - czułam się jakbym czytała o sobie i swoich motywacjach, co do pójścia na prawo ;) Sama chciałam raczej iść na historię, filologię polską ale wszyscy odradzali mi zawód nauczyciela. Również w moim przypadku przeważyło zdanie pani od historii, która twierdziła, że jedyne sensowne studia po humanie to prawo. Papiery złożyłam też na administrację i tam dostałam się od razu, na prawo dopiero w drugim naborze :) I tak już się tułam 5 rok ... I zastanawiam się po cóż ja z tej administracji uciekłam, skoro będę już za chwilę celować w jakąś stabilną pracę w urzędzie, jeżeli nie zdecyduję się na żadną aplikację. A nie rwie mnie zupełnie :p Pozdrawiam Cię serdecznie, powodzenia na zbliżającym się kolokwium z karnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. P. S- A co do moich motywacji było również podobnie. Wydawało mi się, że skoro nauka przychodziła mi bez większego problemu, to wchłonę te wszystkie kodeksy... A swoją wiedzą będę pomagać ludziom :) Widziałam wtedy już siebie pomagającą niesłusznie oskarżonym, nieobeznanym osobom które niechcący coś podpisały... Teraz, przyznam szczerze, że nie potrafię zza tony dokumentów dostrzec człowieka. Myślę, że wiele ma do tego pewne zniechęcenie co do prawa, towarzyszące mi gdzieś od drugiego tygodnia pierwszego roku :) Tak czy siak, jest jakaś pociecha w tym, że w naszych rozterkach prawno - życiowych nie jesteśmy same ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie za te słowa, za Twoją historię. Tak jak piszesz, jakoś czlowiekowi raźniej kiedy wie, że ktoś jeszcze przeżywa podobne dylematy :) Kiedyś, jak i Ty, miałam mnóstwo wyobrażeń o tym jak to niczym Superman pomagam słabszym. Teraz ugrzęzłam za biurkiem z opiniami prawnymi i pozwami. Człowieka w tym zero. Przynajmniej w tym wyobrażeniu, jakie kiedyś, kiedyś, w zamierzchłych czasach miałam.

      Też marzy mi się stabilna praca w urzędzie, z trzynastkami i innymi bajerami ;) Zobaczymy jednak co czas pokaże.

      Życzę Ci, żebyś skończyła studia z sukcesem, tak naprawdę prawo to jeszcze nie wyrok. Dopiero nasze późniejsze decyzje odbiją się na jakości naszej pracy, zadowolenia z niej, jak też i zadowolenia z życia. Dlatego życzę wyborów zgodnych z tym co podpowiada serce.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń

Króluje tu szacunek i kultura słowa. Komentarze zawierające słowa powszechnie uważane za obelżywe, nawołujące do nienawiści rasowej, narodowościowej, religijnej, o charakterze hejtu internetowego zostaną usunięte. Podawanie danych osobowych jest dobrowolne. Więcej informacji uzyskasz w polityce prywatności i regulaminie bloga (w wersji na komputery - zakładka po prawej stronie, w wersji mobilnej - u dołu w zakładce strony).