środa, 4 kwietnia 2018

Praca na etacie a blogowanie, czyli jak życie zweryfikowało moje poglądy

życie blogeraZakładając tego bloga, powzięłam kilka założeń. Po pierwsze, że będę starała się swoimi postami uświadamiać prawnie ludzi w miarę przystępny sposób, po drugie, że będę opowiadać o tym, że wchodzenie młodego prawnika na rynek usług prawnych nie jest łatwe, po trzecie, że będę pokazywać rzeczywistość, która mnie otacza, po czwarte, że blog będzie przede wszystkim moim hobby, ale po piąte będę publikować regularnie, ponieważ tylko w taki sposób mogę zbudować zaufanie Czytelnika do siebie, po szóste, że umieszczane treści nie będą roiły się od błędów, po siódme - może z czasem rozwinę hobby w pracę, jednak to było założenie czysto i najbardziej hipotetyczne. Ostatnio jednak uświadomiłam sobie coś, co mnie zasmuciło, ale nie przygnębiło, mianowicie, chcąc sprostać swoim wymaganiom co do tego miejsca w zakresie formy i jakości treści, musiałabym mu poświęcić znacznie więcej czasu, docelowo po prostu nie pracować na etacie, a pracować przy blogu. Konstatacja nr 2 - na blogu nie zarobię i nie mogę się co do tego łudzić, bo stoi on na wzniosłych ideach niepoprawnej romantyczki chcącej zbawiać świat.


Jak to się zaczęło?

Od dłuższego czasu chciałam założyć bloga. Raz nawet spróbowałam, ale było to w czasach, kiedy jeszcze w jakiś sposób obawiałam się "co inni pomyślą" o mojej radosnej twórczości. Blog istniał miesiąc w ukryciu, a później go usunęłam. Nie był o prawie, był... o niczym. Moja potrzeba pisarska jednak nie usnęła. Zastanawiałam się, o czym mogłabym pisać. Pewnego razu trafiłam na jakiegoś bloga, na którym autor napisał, że jedną z dróg do sukcesu blogera jest tematyka bloga, tzn., że powinien pisać o tym na czym się zna, co jest mu bliskie, a unikać, przynajmniej w początkowej fazie, misz-maszu lifestyle'owego. Zaczęłam się zastanawiać na czym się znam i nie było to łatwe zadanie.

Myślałam o:
- śpiewanie - bo śpiewam od 10 lat, ale pomyślawszy o tym od razu wiedziałam, że nie mogę o tym pisać z jednego, bardzo prostego powodu - niezależnie od tego, jak wychodzi mi śpiewanie, jak idzie nam w zespole, to nie posiadam wiedzy teoretycznej w tym zakresie, bo jestem AMATORKĄ. Śpiewam, bo kocham i czasem mi to dobrze wychodzi 😂. Jestem w stanie usłyszeć raniące moją duszę fałsze innych (i swoje przede wszystkim!), mam jakiś podstawowy zasób koniecznych informacji, ale to nie wystarczy, konstatacja - nie jestem kompetentna  👐.
- książki - jednak zbyt dużo dobrych blogerów, moje czytelnictwo jest w kratkę odkąd pracuję,
- społeczeństwo - temat sprowadza się do pisania o niczym, a tego przecież chcę uniknąć,
- prawo - doszłam do tego na samym końcu i długo się wahałam, bo jak? toż ja całkiem zielona jestem, magister prawa, ludzie mnie wyśmieją, powiedzą, że na jakiej podstawie roszczę sobie prawo do wypowiadania się na temat prawa itp.; później jednak doszłam do wniosku, że kobieto, studiowałaś pięć lat, pracujesz w zawodzie, więc na pewno masz więcej wiedzy niż wszyscy ci, którzy tego nie robili, spróbuj, blog nie koniec świata, w każdej chwili możesz odpuścić.

Gdy decyzja co do tematyki zapadła przystąpiłam do czynności organizacyjnych, wymyślania nazwy, ogarniania narzędzi, domeny, ogólnie spraw technicznych i merytorycznych i wystartowałam w maju 2017 r.

Coś się zmieniło, nie jest tak jak na początku

kawa; czas na kawęWystartowałam pełna zapału, nadziei i wiary w to, że to super pomysł. Pierwszy odbiór, pierwsze wiadomości - dziewczyno, to jest fajne. Później mały przestój, teraz miejsce, z którego mogę pójść do przodu, ale mogę też zniknąć. Ogólnie, bardzo pozytywne doświadczenie. W pewnym momencie zorientowałam się jednak, że jest jakoś inaczej. Pisanie zajmuje mi mnóstwo czasu, nie wyłapuję wszystkich literówek i innych kwiatków, bo zaczyna mi brakować czasu na korektę, a wciąż chcę utrzymać regularność. Z dwóch postów tygodniowo przechodzę na jeden, by po jakimś czasie stwierdzić, że i czasem nie mam czasu napisać tego jednego posta tygodniowo. Początkowo napisanie jednego wpisu zajmowało mi dwie, trzy godziny, teraz dwa, trzy dni. Nie daję rady być regularna. Co się dzieje?

Przyczyn jest kilka:
1. dbam o to, by nie strzelić błędów, swoją wiedzę weryfikuję z przepisami, literaturą, a to zajmuje czas,
2. staram się nie wybierać zbyt trudnych tematów, selekcja też nie jest łatwa,
3. początkowo robiłam też zdjęcia, ale żeby usprawnić proces tworzenia posta zaczęłam korzystać z banku zdjęć,
4. przed przystąpieniem do pisania, najpierw kilka dni analizuję temat w głowie, czasem notuję pomysły.

Jednak główna przyczyna jest bardzo prozaiczna: pracuję na etacie, po 8 godzin dziennie od rana do późnego popołudnia, a jak wracam do domu, to ochotę mam tylko leżeć do góry brzuchem. Kiedy zaczynałam blogować, zanim wystartowałam, dużo rzeczy miałam przygotowanych wcześniej, włącznie z pierwszymi dziesięcioma wpisami. Teraz nawet nie bardzo kiedy mam pisać "na zapas", a jak mam, to najzwyczajniej w świecie mam dość komputera przed zmęczonymi oczami 💆.

Przecież Ty siedzisz w pracy i nic nie robisz

Otaczają mnie zewsząd ludzie, którzy pracują fizycznie. Rzeczywiście, jest to ciężka, męcząca praca i nie zaprzeczę temu, bo najzwyczajniej w świecie to widzę. Często słyszę, że "ty nawet dnia byś tak nie przepracowała". Być może. Natomiast już do szewskiej pasji doprowadza mnie tekst: "przecież Ty siedzisz przy biurku i nic nie robisz" 👿 . Być może to tak wygląda, na pewno tak nie jest...

Dlaczego o tym wspominam? Czy w kontekście tego, że jak wspomniałam po pracy jestem zmęczona i często już nie mam ochoty na swoje pasje, czyli prowadzenie bloga? Tak, piszę to w kontekście bloga, ale z drugiej strony. Często mi się wydawało, że pisanie bloga to czysta przyjemność, a dla wielu ŁATWA, SZYBKA i radosna praca. Ostatnie na pewno. Dwa pierwsze - tego już nie mogę powiedzieć. Napisanie w miarę sensownego wpisu, który zaciekawi odbiorcę jest czasochłonne i pracochłonne. Gdy jest się, tak jak ja, lekko zwichrowanym w stronę perfekcjonizmu, stworzenie czegokolwiek to droga przez mnóstwo pracy. Drugi etat. Nawet jeśli jest to tylko Twoja pasja.

Co w związku z powyższym?

jak założyć blogW zasadzie w związku z powyższym ubolewam, że nie mam tyle czasu, ile bym chciała zainwestować w to miejsce. Stąd stoję trochę na rozdrożu i myślę, bo za chwilę mam termin odnowienia domeny 💶💶💶😂. Tyle mojego.

Wniosek ogólny. Ludzi, którzy żyją z blogowania podziwiam. Trzeba do tego odrobiny szczęścia przy gigantycznym nakładzie pracy. Ludzi, którzy zdobywają szczyty blogerskich laurów przy jednoczesnym wykonywaniu pracy na jakimkolwiek etacie, podziwiam podwójnie. Trzeba dużego samozaparcia, żeby po pracy zrezygnować z leżenia do góry brzuchem i... zabrać się do pracy 😉.

Konstatacja ostateczna. Zawsze, gdy chcesz stworzyć coś, co prezentuje jakość, musisz się nad tym napracować. Osobiście nie widzę innej drogi i chyba zaczynam pojmować przysłowie, że nie od razu Rzym zbudowano 😉.

Uściski 😙

Fotografie: jestrudo.pl

2 komentarze:

Króluje tu szacunek i kultura słowa. Komentarze zawierające słowa powszechnie uważane za obelżywe, nawołujące do nienawiści rasowej, narodowościowej, religijnej, o charakterze hejtu internetowego zostaną usunięte. Podawanie danych osobowych jest dobrowolne. Więcej informacji uzyskasz w polityce prywatności i regulaminie bloga (w wersji na komputery - zakładka po prawej stronie, w wersji mobilnej - u dołu w zakładce strony).