piątek, 29 grudnia 2017

Podsumowanie 2017. Sukcesy, porażki, wnioski, plany

Podsumowanie 2017Nigdy nie robiłam zestawień. Nie myślałam o tym, co mi się w danym roku udało, co się nie udało i co chciałabym zrobić w przyszłości. Żyłam chwilą. Nie miałam postanowień noworocznych. Teraz też nie będę mieć. Opowiem Wam, jakie mam plany, czego bym chciała, ale nie w kategoriach postanowień, bo niektóre z moich dążeń mają raczej charakter długofalowy, część chciałabym rozstrzygnąć w pierwszej połowie 2018 r. Zdecydowałam się na uporządkowanie, bo moje życie w każdej kategorii zaczyna przypominać chaos i pociąg pędzący bez maszynisty w nieznanym kierunku. Mam też trochę myśli odnośnie bloga i jego przyszłości. W tym poście najpierw skrótowo opiszę swoje 12 miesięcy, później porażki, następnie sukcesy, kolejno wnioski, plany i słów kilka o samym blogu na koniec. Oto mój rok 2017 w zestawieniu.


12 miesięcy

Drodzy, w poniższym zestawieniu podaję fakty, które w jakiś sposób utkwiły mi w pamięci, zmieniły coś w moim życiu, wkurzyły mnie albo sprawiły przyjemność 😉 .

Styczeń
- rozpoczęcie aplikacji,
- sporo zamieszania z dobrowolnym poddaniem się ubezpieczeniu zdrowotnemu (nie miałam przez pierwsze trzy miesiące roku umowy o pracę).

Luty
- praca, praca, praca.

Marzec
- rozpoczęcie praktyk w ramach aplikacji, prokuratura, sądy, zajęcia, praca.

Kwiecień
- rozpoczynam nabywanie urlopu po każdym przepracowanym miesiącu w wymiarze 1,66 dnia, czyli podpisałam umowę o pracę.

Maj
- założyłam blog i wystartowałam z nim.

Czerwiec
- założyłam konto na Instagramie w ramach prowadzonego bloga; gdyby nie blog, nie byłoby tego konta.

Lipiec
- praca, praca, praca.

Sierpień
- urlop nad morzem.

Wrzesień
- praca, praca, praca,
- nieśmiałe przygotowania do kolokwiów na aplikacji,
- skończyłam ćwierć wieku.

Październik
- praca, praca, praca,
- kolokwia na aplikacji.

Listopad
- ostatnie kolokwium na aplikacji,
- smutny urlop,
- praca, praca,
- wieści o zdanych kolokwiach.

Grudzień
- praca, praca,
- święta, urlop świąteczny.

Porażki 2017

Sylwester 2017Lecę wyliczanką, później się rozwinę, znaczy moje myśli 😉.

1. nie uzyskałam niezależności finansowej, wciąż w dużej mierze pozostaję na "łasce" lub "niełasce" rodziców,
2. męczę się na aplikacji i trzeba to szczerze wyznać przed samym sobą,
3. wciąż jestem zbyt leniwa, by działać,
4. nie odnalazłam swojej ścieżki zawodowej, ani żadnej innej (żyję na drabinie wątpliwości),
5. jem zbyt dużo słodyczy, piję zbyt dużo kawy,
6. częściej jestem smutna niż radosna,
7. żyję w wiecznym chaosie myśli, dezorganizacji życia,
8. rano wstaję i idę do pracy, bo muszę, nie dlatego, że chcę i to też trzeba szczerze sobie wyznać.

Sukcesy 2017

Też wyliczanka, dla balansu z powyższym, choć nie wiem, czy wyjdzie z tego balans 😂.

1. przeżyłam I rok aplikacji i zdałam kolokwia,
2. założyłam bloga i regularnie publikuję na nim wpisy,
3. rozpoczęłam przygodę z aktywnością fizyczną - ćwiczę, biegam, maszeruję i wbrew swoim wyobrażeniom ciągle żyję 😉,
4. nie trwoniłam pieniędzy,
5. przeczytałam sporo książek.

Wnioski

To był szalenie nudny rok. Czy to źle? Nie, raczej nie. Nie napawa jednak optymizmem, gdy przeglądasz swój kalendarz i znajdują się w nim w 99% zapiski dotyczące pracy, co i kiedy mam zrobić w pracy, do kiedy mam termin, gdzie zadzwonić, gdzie pójść - wszystko w ramach pracy. Jeden i pół dnia w tygodniu poza pracą, czyli na aplikacji i praktykach, generował mi na resztę tygodnia kupeczkę pracy. Były momenty, że nie ogarniałam i zapominałam, choć bardzo nie chciałam, bo ja jestem skrupulatna i sumienna i zapominanie doprowadzało mnie do załamania nerwowego. Miałam sny o prawie 😱 i to były koszmary. Sypiałam raczej źle niż dobrze. Moje życie to była praca, aplikacja, dom, blog ewentualnie. Prawo zakrólowało, praktycznie nie było w nim ludzi, a gdy byli, to irytowali mnie do granic możliwości, "no bo jakie Ty możesz mieć problemy, pierdzistołku?! źle ci z rodzicami?". Może rzeczywiście nie miałam problemów, bo i życia też niewiele miałam.

Wiecie, może nie do końca jeszcze wiem, czego chcę, ale od zawsze wiem, czego nie chcę. Nie chcę zatracić się w prawie, tak calutko, calusieńko, po brzegi i krańce swego życia. A dzieje się coś zupełnie odwrotnego.

Może te wnioski gorzkie są i pesymistyczne nieco, ale warto być ze sobą szczerym.

Co najmilej wspominam? Oczywiście, że wyjazd nad morze 😊. Pogoda bywała różna, ale było aktywnie i miło. Nie było prawa. Spokój i szum fal. I choć tydzień po urlopie czułam się bardzo dobrze, to jednak końcówka roku mnie skutecznie dobiła.

Bo szczerze trzeba sobie przyznać, że na początku wszystkim byłam zachwycona, wszystko mi się podobało, ale później zderzyłam się z rzeczywistością. Rzeczywistością, do której nie dążyłam. No, nie z tą rzeczywistością się spotkałam, którą sobie wyobrażałam 😉 .

Plany w Nowym Roku?

Po pierwsze, chciałabym więcej zarabiać i w końcu się uniezależnić. W jaki sposób? Pomysłów migocze mi w głowie kilka, włącznie z tym najbardziej oczywistym, ale czy znajdę w sobie tyle odwagi do walki i działania?
Nowy Rok 2018
Po drugie, chciałabym rozwinąć bloga, trafić do szerszego grona Czytelników. Zwiększyć jakość publikowanych postów, w szczególności tych o prawie. Tutaj też mam kilka pomysłów, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wiecie, tak myślę, że jak nie wyjdzie, to przestanę pisać. Okazuje się bowiem ostatnio, że prowadzenie bloga jest pracą czasochłonną, energochłonną, nie zawsze docenioną.

Po trzecie, chciałabym podjąć jednoznaczną decyzję co do kontynuowania aplikacji, ale to w pewnej mierze będzie uzależnione od realizacji "po pierwsze".

Po czwarte, chciałabym w końcu wziąć się za swój angielski, a później jeszcze drugi język. Wszystko do tej pory w tym zakresie robiłam na pół gwizdka.

Ponadto marzy mi się kupno domu (narazie sfera science fiction), ale potrzebuję własnego kąta, z moim wyłącznym prawem własności, żeby móc mówić, że wracam do SWOJEGO domu jak ślimak do swej własnej skorupki. Nie wiem, czy będę miała w nim z kim zamieszkać, czy doczeka się on małych odkrywców kontaktów. Ważne, by był mój. Bym mogła w nim przyjmować rodzinę, znajomych i organizować imprezy 😁😁😁.

Mam jeszcze kilka marzeń, ale są kwestie, które warto zostawić tylko dla siebie 😊.

Blog w 2017 a nowe koncepcje

Drodzy, zacznę od wpisów, które były w tym roku najchętniej czytane. Przedstawiam TOP 3 roku 2017, przy czym pozycja pierwsza zostawia daleko w tyle pozostałe posty, w tym te z pierwszej trójki:

1. Czy warto studiować prawo?
2. Dziewczyna z prowincji
3. Jak zostałam aplikantem?Przygotowania do egzaminu

Z powyższego zestawienia wynika dla mnie bardzo dobitny wniosek. Najważniejszy cel, jaki postawiłam sobie na początku prowadzenia bloga - edukacja prawnicza, pobudzanie świadomości prawnej - nie odnosi rezultatów. I albo muszę się przeprofilować na lifestyle prawniczy albo muszę zacząć inaczej, lepiej pisać posty prawne. I zacznę od tego drugiego. Stąd na pewno zmniejszy się częstotliwość publikowania na rzecz jakości publikowanych treści. Mam jeszcze kilka pomysłów, koncepcji, ale zostawię je dla siebie, bo nie wiem, czy środki pozwolą mi na ich realizację.

W powiązaniu z blogiem prowadzony jest również fanpejdż na FB, który to fanpejdż lubi 96 osób. Jest też konto na Instagramie, które jakieś dwa dni temu miało 503 obserwujących, ale dziś jest to chyba 498, ale kto ma tam konto, wie, że tam w niektórych przypadkach obowiązuje f4f, a ja nie zawsze działam zgodnie z tą regułą, bo przecież nie wszystkie treści muszą mi się podobać, a i moje nie muszą podobać się innym. Zdawać by się mogło, że mój FB to porażka, ja jednak szanuję tę platformę. Lajki na FB są stałe, nie ma takiej chwiejności jak na IG i to z FB jest najwięcej przekierowań na bloga 😊. W IG cenię sobie coś zupełnie innego. Wiadomości prywatne, w których można podyskutować o prawie, porozmawiać o doświadczeniach związanych ze studiami, aplikacją, czy prezentami świątecznymi 😉.

Ogólny rozrachunek

Sukcesy i porażki 2017
Jestem wdzięczna za mijający rok, choć nie był on ubogi w rozczarowania i trudne momenty. Pomimo, że podsumowanie go wyszło mi "na gorzko", cieszę się, że mogłam go przeżyć w zdrowiu, z moją rodziną. Nie bagatelizuję tych wartości. W końcu gdyby nie rodzina, zęby musiałabym włożyć w parapet, a wiecie, teraz wszystko z plastiku robią, więc niezdrowe by to było 😂. Żarty żartami, ale jest jedno słowo, które chcę powiedzieć u końca tego roku. DZIĘKUJĘ, ŻE ŻYJĘ. Na tym łez padole bardzo mi się podoba.

Drodzy, w Nowym Roku życzę Wam, byście osiągali to, czego sobie życzycie. Życzę życzliwości na ulicy, radości w sercu, wiary w lepsze jutro, gdy dziś jest Ci źle. Spokoju lub szaleństwa, w zależności od tego, co lubisz. Wszystkiego najlepszego! 😊

Uściski 😗

PS. To był ostatni post w tym roku i jest mi z tego powodu bardzo sentymentalnie 😂.

Fotografie: jestrudo.pl

3 komentarze:

  1. Jako, że jestem obecnie na 5 roku prawa, Twoje spostrzeżenia aplikantki są dla mnie bardzo cenne. Coraz bardziej przekonuję się o tym, że po studiach nie chcę iść na aplikację. Kiedy czytałam Twój post, wyartykułowałaś wszystkie moje obawy. Uświadamiam sobie, że jestem o wiele szczęśliwsza w te dni, w które z prawem nie mam nic wspólnego. A jednak trudne jest przeciwstawienie się presji otoczenia - kiedy znajomi z roku robią wielkie oczy na moje wahania odnośnie aplikacji i gdy rodzina zgodnie twierdzi, że byłoby szkoda ;) Twoje spostrzeżenia trafiły do mnie tak bardzo, ze aż postanowiłam napisać ten komentarz.
    Posty prawniczo-lifestylowe rzeczywiście są ciekawe; pozwalają maturzystom czy właśnie osobom takim jak ja, nabrać argumentów za daną opcją w rozkminie życiowej pod tytułem co chcą robić w życiu ;) Uważam jednak, że bardzo ciekawie i prosto piszesz o prawie i tak przekazywana wiedza jest cenna.
    Tak czy siak, wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Odwagi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje obawy pojawiają się tu, na blogu w kilku miejscach. Generalnie wiem, o czym piszesz. Ja przez cały 5 rok studiów mówiłam, że nie idę na aplikację i przeżywałam dokładnie te same katusze, co Ty. Presja jest nie do wytrzymania. Znajomi, rodzina, potencjalny pracodawca. Z rodziną chyba najgorzej z tego względu, że wciąż zawody prawnicze postrzegane są jako "prestiż". Swoją drogą prestiż nieadekwatny do zarobków i stawianych wymagań. Do samego egzaminu na aplikację, o czym też kiedyś pisałam, przygotowywałam się na szybko i startowałam dla świętego spokoju. Traf chciał, że zdałam. A dziś zastanawiam się nad odpowiednikiem urlopu dziekańskiego na aplikacji. Moim problemem jednak jest to, że od zawsze mam trudności z samodzielnym podejmowaniem decyzji ;) W miejscu trzyma mnie też "problem finansowy". Od siebie mogę dodać, że naprawdę warto posłuchać swojego wnętrza. Osobiście czasem lubię prawo, czasem pracuje mi się fajnie, ale zdecydowanie częściej mam tego "aplikanckiego" życia po dziurki w nosie.
      Cieszę się, że podobają Ci się moje treści. To trochę podbudowuje i pokrzepia ducha ;) Póki co, jeszcze piszę, może coś lifestylowego się wykluje niebawem ;)
      Również życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! :) I właściwych, szczęśliwych wyborów życiowych! :)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam Cię serdecznie ;)

      Usuń

Króluje tu szacunek i kultura słowa. Komentarze zawierające słowa powszechnie uważane za obelżywe, nawołujące do nienawiści rasowej, narodowościowej, religijnej, o charakterze hejtu internetowego zostaną usunięte. Podawanie danych osobowych jest dobrowolne. Więcej informacji uzyskasz w polityce prywatności i regulaminie bloga (w wersji na komputery - zakładka po prawej stronie, w wersji mobilnej - u dołu w zakładce strony).