piątek, 27 października 2017

Pomysły na posty - skąd je biorę?

Pomysły na posty? Jak założyć blogaWbrew temu, że spadła mi częstotliwość publikowania, nie oznacza to, że brakuje mi pomysłów na posty. Pomysłów mam, że ho ho, a może nawet i więcej, tylko teraz jestem w takim specyficznym okresie, który doprowadza mnie do załamania nerwowego 😉. Każdy ma w życiu lepsze i gorsze chwile, więc ja teraz mam te gorsze 😎. Doświadczenie życiowe wskazuje jednak, że miną i powrócę do bombardowania Waszych tablic na fejsuniu i insta informacjami pt. "NOWY POST".

Właśnie, nowy post, skąd się bierze nowy post? Spieszę wyjaśniać 😃.


Pomysły na posty

Zanim zacznę pisać konkretnie skąd to wszystko w mojej głowie się rodzi, chciałabym wskazać na okoliczności, które skłoniły mnie do tworzenia tekstu obecnego.

Wyobraźcie sobie, że w związku z tym, że nie ukrywam się z tym blogiem przed światem, blog ten czyta albo zagląda na niego okazjonalnie kilka osób z aplikacji radcowskiej. Czasem mnie o blog pytają i właśnie padło też pytanie skąd biorą się mi pomysły na wpisy i jak to w ogóle wygląda.

Skoro wiecie już skąd się biorą pomysły, mogę zakończyć ten wątek.

Uściski 😗

Żartuję oczywiście, może mało śmieszne, ale nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła 😇.

Odpowiedź na pytanie zadane na początku muszę podzielić na 2 kategorie, bo w dwóch kategoriach pojawiają się tutaj posty - edukacja prawnicza i rozrywka (mniej lub bardziej związana z prawem).

Posty dotyczące prawa i pomysły na nie chyba nie są dla Was tajemnicą. Prawa w Polsce mamy tyle, że będę tak pyszna, że śmiem stwierdzić, że w tej kategorii tematów mi nie zabraknie 😄. Idę też tematycznie w sposób bardzo zbliżony do programów nauczania na studiach, choć nie zawsze. Na przykład post pt. "List z sądu? Nie odbieram!" jest wyrazem mojego oburzenia na pewne poglądy, które dane mi było nie raz słyszeć, że nie odbierać pism z sądu jest lepiej niż odbierać. Jak to słyszałam, to mnie lekko krew zalewała, ale myślę sobie, kobieto, czym tym się przejmujesz, nie Twoja sprawa (ahaaa, narazie 😏), odpuść, więc w ramach odpuszczania puściłam w eter post 💭. I jakoś lepiej mi się zrobiło 😜.

Wracając do sedna. Pomysły na posty prawne przychodzą mi stosunkowo łatwo, otwieram kodeks, patrzę, patrzę, okej, dziś o tym. Bardzo często idę za kolejnością systematyki danego aktu prawnego. Ktoś teraz mi powie, że mogłabym nie robić tak jak robię, czyli omawiać tych wszystkich instytucji prawnych za kolejnością, ale robić posty tematyczne prawnie związane z konkretnymi sytuacjami życiowymi. Mogłabym, ale pomysł na bloga był inny. Moją ideą było przybliżanie prawa i jego instytucji w sposób, w który ja je poznawałam na początku, czyli od początku 😎. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, nie jestem na etapie, by sypać jak z rękawa sytuacjami życiowymi w kontekście zastosowania prawa. Zresztą założyłam, że skoro ja laik nauczyłam się na studiach co nieco w ten sposób, to i inni nie będą mieć z tym problemu, znaczy się zastosowałam sprawdzone rozwiązanie. Czy jest dobre? Czas pokaże, pół roku w sieci to za mało na ocenę. Poza tym nie docierają do mnie głosy krytyczne (jeśli chodzi o posty prawne, bo co do innych są różne zastrzeżenia 😉). Co, notabene, nie oznacza, że ich nie ma. Na pewno są tylko jeszcze do mnie nie dotarły. Nie, w sumie jeden dotarł, od rodziny, że jest tak nudno, że do połowy żadnego posta doczytać nie mogą 😂. Grunt, że wiedzą, co się na blogu dzieje, zawsze na bieżąco 👀👀👀.
Aplikacja radcowska
Ogólnie ujmując wszystko powyższe, pomysłów na posty o tematyce prawnej dostarcza mi racjonalny ustawodawca 😎. Zawsze w pogotowiu, na każde wezwanie, ON jest, i nie pozwala mi się nudzić, i to na pewno nie z jego powodu mój blog upadnie (co hipotetycznie prawdopodobnie kiedyś się stanie)💬.

Dobra, wiecie już skąd mam pomysły na posty prawne, ale skąd w takim razie biorę pomysły na posty rozrywkowe, znaczy się te mniej lub bardziej nie o prawie, albo z prawem jakoś związane, ale tak luźno powiedzmy.

Drodzy, zacznijmy od tego, że jestem introwertyczką i ja zazwyczaj obserwuję innych, niewiele w życiu się udzielając. Świat zewnętrzny uwielbiam obserwować, ale ze swej bezpiecznej przystani. I analizować, i poetyzować, i cykać mu beznadziejne fotki. W związku z tą przypadłością, nieustannym analizowaniem wszystkiego (chciałabym powiedzieć, że obmyślając stylówkę na następny dzień, robię to zawsze wieczór przed kolejnym dniem, sprawdzam prognozę pogody, swój stan emocjonalno-psychiczny, jakie czynności będę musiała podejmować, czy przewiduję schylanie się, bieganie, miejsca, w których będę itp., itd. i nad szafą rozmyślam w czym, w takich warunkach będzie mi komfortowo; tak, wiem, jestem nienormalna 😁), w tym analizowaniem zasłyszanych wypowiedzi do mej głowy pukają "eureki" - "tak, napiszę o tym post!". Czasem wystarczy jakieś jedno słowo, czy jedna krótka obserwacja, żeby mnie natchnąć do napisania czegoś. Choć przyznam, że niektóre posty są wynikiem konkretnych pytań skierowanych do mojej osoby, czego wyrazem są chociażby posty: "Czy warto studiować prawo", "Aplikacja? Mam kilka w smartfonie", czy "Jak się nie uczyć? Studium przypadku" oraz post dzisiejszy. Poruszam też kwestie związane z pewnymi panującymi w społeczeństwie przekonaniami dotyczącymi prawników (patrz chociażby - "Bogaty sztywniak w garniaku").

Chcąc uogólnić powyższe, mogę stwierdzić, że pomysłów w tej kategorii dostarcza mi po prostu życie 👼.

Proces powstawania posta i jego publikacja

Czy piszę posty z wyprzedzeniem? Czy tworzę plany postów i zapisuję je gdzieś? Jak dużo czasu zajmuje mi napisanie posta? Czy są konkretne dni, w których publikuję? Jak to w ogóle wygląda - przenoszenie pomysłu na bloga?

Nie piszę postów z wyprzedzeniem. Przynajmniej teraz. Natomiast zanim wystartowałam z blogiem miałam przygotowanych ok. 10 postów (przygotowanych - oznacza napisanych) i sukcesywnie je wrzucałam, a w tym czasie myślałam już nad innymi. Dlaczego teraz tak nie robię? Dlaczego nie piszę "na zapas"? Brakuje mi czasu na dublowanie czynności (pisanie, a później wrzucanie w jakimś ustalonym dniu), a poza tym spontan wychodzi mi zdecydowanie lepiej. Z tym, że ten spontan, nie do końca spontanem jest, bo jak już wiecie człowiekiem życie analizującym jestem 😉. Przechodzimy więc do drugiego pytania - planowanie i zapisywanie postów. Planuję, ale nie zawsze zapisuję. Na początku planowałam i zapisywałam na kartkach, mam zeszyt, w którym jest parę myśli, ale teraz głównie planuję i zapisuję w głowie. Daję się ponieść wenie, nie chcę się wtłaczać w kolejne schematy w życiu. Nie chcę czynić ze swego życia schematu, studiowanie prawa, aplikacja, praca, to wszystko ma jakieś schematyczne ramy, nie chcę wplatać w żadne schematy czynności, która daje mi radość. W związku z tym obmyślam posty, analizuję, co mogłabym napisać, ale tak naprawdę wszystko może się zmienić podczas pisania, bo pozwalam się ponieść wenie twórczej, Drodzy, nie przesadzę, jak napiszę, że weną ten blog stoi 😌. Ile czasu zajmuje mi napisanie posta? Różnie, od godziny do trzech. W zależności od tematu, który poruszam i okoliczności, w jakich piszę. Dotyczy to jednak samego pisania bez czynności pobocznych, w tym zrobienia i obrobienia zdjęć (o tym za chwilę) i oczywiście przeanalizowania tematu w głowie 😉.

Co do dni, w których publikuję. Na początku miałam ściśle określone dni i przerwy między postami, ale był to system zupełnie nieefektywny. Zdecydowanie lepiej posty przyjmują się, jeżeli wrzucane są wtedy, kiedy je po prostu napiszę. Mam tylko założone, że w tygodniu pojawiają się dwa posty zgodnie z dwoma kategoriami (choć ostatnio założeń nie wypełniam, ale one wciąż obowiązują). Poza tym co jakiś czas odświeżam co niektóre posty, bo nie każdy czyta wszystko na bieżąco i nie każdy wertuje całego bloga 😉. Kiedyś wyczytałam gdzieś, że największa aktywność w internetach występuje we wtorki (nie wiem czy to prawda, taka internetowa legenda) i próbowałam się do tego dostosować, ale przestałam, bo to schematyczne było. Poza tym u mnie czytelnictwo wzrasta wraz z pojawieniem się posta rozrywkowego z ukierunkowaniem na lifestyle wrzucanego w niedzielę przed południem 💭. Takie wnioski wyciągam ze statystyk na blogu i fejsie. Choć i to nie zawsze się sprawdza 😉.

Prawo cywilne
Jak wygląda przenoszenie pomysłu z głowy w sieć? Zazwyczaj w niedzielę wiem, o czym chcę napisać w nadchodzącym tygodniu. To znaczy zawsze wiem, o czym w danym tygodniu będzie post prawny, nie zawsze, o czym rozrywkowy. W głowie trwa analiza, a pisanie następuje, kiedy mam wolną chwilę z przypływem weny. Rzadko się zmuszam do pisania, co zresztą ostatnio widzicie. Nie zmuszam się, bo czynności, które robimy dla przyjemności winny przyjemnością pozostać. Blog to nie jest moja praca, ale wyraz zapędów twórczych i w tym zakresie nie muszę, a przede wszystkim nie chcę się zmuszać. Na blogu wszystko mogę, ale nic nie muszę i to jest w tym fajne. Najfajniejsze jest, jak później widzę i słyszę, że ktoś czytał. To naprawdę jest bardzo miłe i budujące, nawet jeśli krytyczne. Wzbudzam emocje, a przecież o to chodzi każdemu twórcy 😈😂😆😍. Odnoszę wrażenie, że od jakiejś chwili tematycznie wypłynęłam statkiem nie w tę stronę morza 🚢🚢🚢.

Czy piszę ubrana w marynarkę, z guzikiem przy koszuli zapiętym pod samą szyję? W niedzielę zdarza się, bo niedzielę poza innymi czynnościami religijnymi czczę także strojem 💅💋. Generalnie jednak piszę na luzaka, w dziwnych pozycjach, niedowidząc, bo uwierają mnie okulary, więc je ściągam, z czymś do picia u boku. Ot, twórczość 😆.

Zdjęcia

Od początku wiedziałam, że zdjęcia na blogu muszę mieć "swoje" w kontekście praw autorskich i w związku z problematyką zgody na udostępnianie wizerunku. Nie wszystkie zdjęcia na blogu robiłam ja, ale autora zawsze możecie poznać na końcu posta. Zazwyczaj jest to autor, z którego roszczeniami jestem sobie w stanie poradzić przy pomocy pozasądowego rozwiązywania sporów 👊😂.

Początkowo (teraz też czasami) lansowałam swój wizerunek, żebyście mi zaufali. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo ja mam wizerunek "mało prawniczy" 👧. Często słyszę, że mam dziewczęcą urodę, albo że wyglądam jak licealistka (teraz może trochę mniej). W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć pewną anegdotę. Po obronie magisterskiej udałam się do bardzo znanej w Polsce sieci dyskontów (no, wszyscy wiedzą, że do biedry 🐞) celem nabycia czegoś, co mogłoby zaimitować szampana (świeżo obroniony, bezrobotny magister nie ma pieniędzy na luksusy; w ogóle nie ma własnych pieniędzy dodajmy 😉). Ubrana w odświętną kiecuszkę, w marynarce, na koturnach, pomalowana, usłyszałam przy kasie: "ale ma Pani 18 lat?". Cóż, mam. I nawet bezrobotna jestem (znaczy byłam).

Wracając jednak do zdjęć. Być może nie wołają one z waszych ekranów: "jestem profesjonalne!", ale na pewno wołają: "autorce przysługują do nich prawa autorskie!" 😝.

Co do profesjonalności zdjęć, ja i tak uważam, że moje cacko, które odmawia mi już od kilku miesięcy posłuszeństwa i które jest samsundżakiem w wersji z najniższej półki, robi niezłe foty. Obrobione w narzędziach Instagrama (nie w filtrach) są wystarczające na moje obecne potrzeby. I teraz w zdecydowanej większości zdjęcia robię ja. Mój fotograf zaczął żądać ode mnie zapłaty 😲😱😲.

Właśnie co do zdjęć, w większości obrabiane są w programach niskich lotów typu Instagram i Picasa. Nie jest to jednak blog fotograficzny i takie jakie są narazie wystarczą. Jak uda mi się rozwinąć tutaj skrzydła (i nie tylko tutaj), prawdopodobnie będą lepsze. Bo jednak tekst z obrazkami jakoś milej się czyta niż bez. Zresztą wszyscy chyba obserwują zjawisko przechodzenia na "kulturę obrazkową". Jedno zdjęcie/grafika/emotikona potrafi wyrazić więcej niż tysiąc słów 🙊.

Teraz robienie zdjęć zajmuje mi trochę mniej czasu, bo zazwyczaj posługuję się tu zdjęciami z insta. Na początku jednak robiłam mini sesje fotograficzne, teraz rzadziej, więc to też zajmowało mi trochę czasu. Poza tym moja biblioteczka fotograficzna pozwala mi obecnie na rzadsze zmartwienia dotyczące ilustracji na blogu, bo w końcu prawie pół roku już sobie tutaj jestem 😉.

Podsumowanie

Chcąc podsumować powyższe, muszę powiedzieć, że trudno było mi napisać skąd biorą się pomysły na posty na tym blogu, dlatego że są to bardzo skomplikowane procesy myślowe w mojej głowie 😉 . Czasem sama nie wiem skąd coś mi się bierze. To trochę jak pytanie o zło na świecie, nie ma na to jakiejś sensownej odpowiedzi. Generalnie życie nie jest jakie, moi Drodzy Czytelnicy? Łatwe, łatwe. Jest skomplikowane, wielobarwne, czasem nudne, na pewno jednak nie czarno-białe. Stąd też i odpowiedź na pytanie skąd biorę pomysły nie jest jednoznaczna. Choć i można ją wsadzić w odpowiedź, że z głowy. I na tym poprzestańmy, bo znów wypłynę w rozważania nad skomplikowaniem życia 😂😂😂.

Uściski 😗

Fotografowała autorka/Emilia Charemska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Króluje tu szacunek i kultura słowa. Komentarze zawierające słowa powszechnie uważane za obelżywe, nawołujące do nienawiści rasowej, narodowościowej, religijnej, o charakterze hejtu internetowego zostaną usunięte. Podawanie danych osobowych jest dobrowolne. Więcej informacji uzyskasz w polityce prywatności i regulaminie bloga (w wersji na komputery - zakładka po prawej stronie, w wersji mobilnej - u dołu w zakładce strony).