wtorek, 1 sierpnia 2017

Aplikant przed sądem



Aplikacja radcowskaMuszę powiedzieć, że ostatnie wariacje pogodowe trochę mnie rozkojarzają, albo deszczowo i sennie, albo gorąco i gorąco... 😀 Stąd dziś post o luźnej tematyce dotyczącej pierwszych kroków aplikantki Żanetty przed sądem.

Tak, sądowo u mnie ostatnio, ale poniekąd wokół tego kręci się część pracy aplikanta, a na pewno radcy prawnego, czy też adwokata. Choć ze wszystkich sił swoich moją ulubioną formą pracy jest prawnicza praca biurowa i myślenie w zaciszu kancelarii, to musiałam zmierzyć się i z faktem, że minęło pół roku aplikacji i mogę zastępować radcę prawnego przed sądami.


Stało się, w minionym tygodniu, po raz pierwszy stanęłam przed Wysokim Sądem. Wiedziałam o tej chwili od dłuższego czasu, nie można pójść na sprawę tak całkiem "z buta", upoważnienie trzeba mieć itp., więc teoretycznie mentalnie można się przygotować.

Może pamiętacie też jak opowiadałam tu, na blogu, że aplikanci odbywają praktyki w sądach? Tak, teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że dobrze było przed tym wszystkim podpatrywać innych. Choć czasem człowiek się nudzi tym praktycznym podpatrywaniem, to jeśli o mnie chodzi, praktyki w sądzie mają wymiar psychologiczny. Można oswoić się z sądem, z przebiegiem sprawy, z tym, co się po kolei dzieje. Uważam to za spore ułatwienie. Dziś mogę powiedzieć, że mnie to poniekąd pomogło. Zawsze fajnie wiedzieć, po której stronie stanąć 😉.

Może jestem wariatką, ale nieodmiennie prześladowało mnie, że zrobię z siebie durnia ze stresu zapominając, która strona na sali sądowej to moja 😉. Na szczęście, odpukać na przyszłość (😂), nie pomyliłam miejsc.

Muszę powiedzieć, że oczywiście przed swoim pierwszym razem przed sądem miałam trochę stresu, ale jak już człowiek wejdzie na salę oddycha z ulgą, bo stwierdza, że przeżyje to starcie 😎.
Aplikant radcowski

Jak się przygotowywałam do tych dni?

1. Po pierwsze, jak mantrę powtarzałam sobie: "nie zapomnij upoważnienia, nie zapomnij upoważnienia, weź upoważnienie do właściwej sprawy, nie pomyl spraw, nie zapomnij upoważnienia" 😉.

2. Po drugie, jak mantrę powtarzałam sobie: "nie zapomnij legitymacji, nie zapomnij legitymacji, nie zapomnij legitymacji" 😉.

3. Po trzecie, jak mantrę powtarzałam sobie: "weź ze sobą tekst ustaw, weź ze sobą tekst ustaw, weź ze sobą tekst ustaw" 😉.

4. Po czwarte i najważniejsze, jak mantrę powtarzałam sobie: "nie zapomnij głowy, nie zapomnij mózgu, myślenie nie boli" 😉.

Do tego dodałam odpowiedni ubiór (tak to ważne, zapominalstwa nie można ukryć pod togą :D), zresztą jak Cię widzą, tak Cię piszą, stąd starałam się wyglądać schludnie i adekwatnie do powagi miejsca (prawie mi wyszło 😁).

Taaaak, takie to emocje towarzyszą świeżakowi na sali sądowej... 😉

Żanetta i prawoUściski 😗

Fotografowała: ja/Ewa Charemska


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Króluje tu szacunek i kultura słowa. Komentarze zawierające słowa powszechnie uważane za obelżywe, nawołujące do nienawiści rasowej, narodowościowej, religijnej, o charakterze hejtu internetowego zostaną usunięte. Podawanie danych osobowych jest dobrowolne. Więcej informacji uzyskasz w polityce prywatności i regulaminie bloga (w wersji na komputery - zakładka po prawej stronie, w wersji mobilnej - u dołu w zakładce strony).